sobota, 31 grudnia 2011

Zamiast podsumowania...

No cóż... 

Nie bardzo jest co podsumowywać, 
niestety! :(

Zamiast tego - Postanowienia!

Tylko dwa, żeby nie zanudzać:

Więcej PISAĆ i więcej CZYTAĆ!
(niekoniecznie w tej kolejności)


U D A N E G O     S Y L W E S T R A
 oraz
 S A M Y C H     R A D O Ś C I
W     N O W Y M     2 0 1 2    R O K U

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Stosik nr 5/2011 - Książki na Gwiazdkę cz. II: Dostałam i wygrałam!

Jako "duża dziewczynka", inaczej mówiąc osoba "dość dorosła", raczej nie otrzymuję i nie spodziewam się już prezentów. W tym roku jednak los się odmienił! 
Książki i książeczki!!! Poza otrzymanymi w prezencie, wygrałam również trzy w konkursach blogowych.
Wszystkie one ułożyły się w całkiem sympatyczny stosik:

fot.  megii24

1. Thierry Cohen - WOLAŁBYM ŻYĆ  Świat Książki, 2008
2. Trollope - NAJLEPSI PRZYJACIELE  Prima, 1999
3. Patrick Suskind - KONTRABASISTA i INNE UTWORY  Świat Książki, 2007
4. Kylie Fitzpatrick - SEKRETNY WĄTEK  Prószyński i S-ka
5. Małgorzata Yildirim - WŁOSKIE SEKRETY  Prószyński i S-ka, 2011  (wygrana w konkursie na blogu Pisany inaczej...) [recenzja]
6. Evans - OBIECAJ MI  Znak, 2011  (wygrana w konkursie na blogu Podwójne życie z książką)
7. W. Mann, K. Materna - PODRÓŻE MAŁE i DUŻE  Znak, 2011  (wygrana w konkursie na blogu Notatnik kulturalny)

piątek, 23 grudnia 2011

Stosik nr 4/2011 - Książki na Gwiazdkę cz. I: TESS GERRITSEN

Nikt nie zrobi ci takiego prezentu, jaki możesz zrobić sobie sama...

Zgadzając się z tą zasadą... odwiedziłam mój ulubiony antykwariat i trafiłam na taką oto okazję:

fot.  megii24

niedziela, 18 grudnia 2011

Mój dzień w książkach - zabawa!

Zabawa zaproponowana przez Lirael:

"Zadanie polega na tym, żeby poniższe zdania uzupełnić tytułami książek, ale muszą to być wyłącznie pozycje przeczytane przez Was w 2011 roku. Tekst należy umieścić na swoim blogu".

Więcej informacji:

Mój dzień w książkach
Zaczęłam dzień (z) _____.
W drodze do pracy zobaczyłam _____
i przeszłam obok _____,
żeby uniknąć _____ ,
ale oczywiście zatrzymałam się przy _____.
W biurze szef powiedział: _____.
i zlecił mi zbadanie _____.
W czasie obiadu z _____
zauważyłam _____
pod _____ .
Potem wróciłam do swojego biurka _____.
Następnie, w drodze do domu, kupiłam _____
ponieważ mam _____.
Przygotowując się do snu, wzięłam _____
i uczyłam się _____,
zanim powiedziałam dobranoc _____ .


A TO MOJA PROPOZYCJA. 
Wyszła skromna i taka mocno paranormalna... No cóż... Mówi się trudno.
Dodatkowo zawiera tylko kilka linków, ale to niestety wynika z mojego krótkiego blogowego żywota :(
 


Zaczęłam dzień Wściekłym głodem.
W drodze do pracy zobaczyłam Czterdzieści żab i jednego księcia
i przeszłam obok Opętanego demona,
żeby uniknąć Podatku i Księżycowej przysięgi,
ale oczywiście zatrzymałam się przy Drodze przeznaczenia.
W biurze szef powiedział: Weekend w Londynie
i zlecił mi zbadanie Rozkoszy nocy.
W czasie obiadu z Bestią
zauważyłam Zabójstwo na wysokich obcasach
pod Czymś pożyczonym.
Potem wróciłam do swojego biurka Smakować chwilę.
Następnie, w drodze do domu, kupiłam Portret w bieli i Posłanie z róż
ponieważ mam Przebudzenie o północy.
Przygotowując się do snu, wzięłam Rzecz o zbłąkanej duszy
i uczyłam się W łóżku z…,
zanim powiedziałam dobranoc Ponuremu piaskunowi.

sobota, 10 grudnia 2011

Coś dla odważnych i coś dla "odpornych"

Kolczyki można zrobić niemal z wszystkiego, prawda? Wykorzystać to, co jest pod ręką... Zależy to tylko od pomysłowości, odwagi i "odporności" uszu...


Kolczyki filcowe (bardzo lekkie), średnica - 10 cm:
fot.  megii24

Kolczyki filcowe (bardzo lekkie), średnica - 10 cm:
fot.  megii24

Kolczyki z grubej masy perłowej (bardzo ciężkie), średnica - 5 cm:
fot.  megii24

Ostatnio jestem dość leniwa... Nie wykazuję wystarczającej ilości samozaparcia, by zrobić coś skomplikowanego, wymagającego większego nakładu pracy. W związku z tym... idę na łatwiznę.

wtorek, 6 grudnia 2011

Wraz z pierwszym śniegiem zamieszkały pod moim dachem "Włoskie sekrety"!

O ile śnieg okazał się wielkim żartem pogodowym (kilka płatków zawirowało w powietrzu i znikło), to książka Małgorzaty Yildirim "Włoskie sekrety" jest jak najbardziej prawdziwa! I jest już moja! 
Przybyła do mnie właśnie dziś!
Idealny czas jej pojawienia się (w Mikołajki) dodatkowo dodaje "smaczku" tej nagrodzie.

Konkurs:
http://pisanyinaczej.blogspot.com/2011/11/konkurs-z-proszynskim.html

Wyniki:
http://pisanyinaczej.blogspot.com/2011/12/rozwiazanie-konkursu-woskie-sekrety.html


Zdjęcia mojego egzemplarza (z dedykacją od autorki):

fot.  megii24
fot.  megii24
fot.  megii24

Na koniec podziękowania (obiecuję, że to już ostatni raz): 
dla właściciela bloga Pisany inaczej... za zorganizowanie konkursu;  
dla Pani Małgorzaty Yildirim za taki a nie inny wybór zwycięzców :) oraz dedykację;  
dla Wydawnictwa Prószyński i S-ka za ufundowanie nagrody.

    sobota, 3 grudnia 2011

    Ostania, ale nie najgorsza... Wygrałam książkę!

    Wzięłam udział w konkursie na blogu Pisany inaczej... 
    A swoją wypowiedź, jak się okazało, zamieściłam jako ostatnia...
    Szczegóły tutaj:   
    http://pisanyinaczej.blogspot.com/2011/11/konkurs-z-proszynskim.html

    I udało mi się wygrać (Naprawdę!) jeden z dwóch 
    egzemplarzy książki: 
    "Włoskie sekrety" Małgorzaty YILDIRIM 
    (Fundatorem jest Wydawnictwo Prószyński i S-ka).

    http://pisanyinaczej.blogspot.com/2011/12/rozwiazanie-konkursu-woskie-sekrety.html

    Na dokładkę książka będzie z imienną dedykacją 
    od autorki.


    P.S. Mogę to chyba potraktować jako prezent na Mikołajki, prawda?

    piątek, 2 grudnia 2011

    Zamówienie "na wczoraj" czyli Rozłożyłam warsztacik

    Schemat dobrze znany... W ostatniej chwili, na szybko... Jak to mówią: "na wczoraj"...
    - Zrób mi... (i tu w zależności od okoliczności: kolczyki, bransoletkę, wisiorek, korale, zawieszkę...)
    - Jakie/jaką? (moje standardowe pytanie!)
    - NIE WIEM...

    Żadnego namiaru, pomysłu, sugestii... Żadnych wskazówek, nawet kolorystycznych...
    I cóż ja powinnam z tym zrobić???
    Oczywiście wykonać kilka sztuk, żeby było z czego wybrać... Standard!

    Wczorajszy wieczór mam wyjęty z życiorysu, a oto efekt:

    fot.  megii24
    fot.  megii24
    fot.  megii24
    A pojedynczo wygląda to tak:

    fot.  megii24
    fot.  megii24
    fot.  megii24
    fot.  megii24
    fot.  megii24
    fot.  megii24
    fot.  megii24
    fot.  megii24

    Fotki, jak zwykle, niezbyt wybitne... A bransoletki? No cóż... Prościutkie!

    środa, 30 listopada 2011

    Statystyka listopada... chociaż nie ma się w zasadzie czym chwalić

    Od dziś postanowiłam prowadzić comiesięczne statystyki...

    Może mnie odrobinę zmotywują?

    Zapewne jest to trochę jak łapanie się przysłowiowej brzytwy...

    No cóż... Niech i tak będzie!

    Książki: 
    Książki, które zamieszkały pod moim dachem - 17
    Książki przeczytane - 5 
    Ilość przeczytanych stron - 1267  

    Twórczość własna:
    Ilość napisanych stron tzw. prozy - 0
    Ilość "spłodzonych" wierszy - 2
    Ilość wykonanych "robótek ręcznych" - 0

    Blog:
    Ilość zamieszczonych postów - 11
    Ilość zamieszczonych zdjęć własnych - 7
    Ilość zaprezentowanych stosików książkowych - 2
    Moje opinie / recenzje książek (jak zwał, tak zwał) - 2

    Marnie to wszystko wygląda... Bardzo marnie! Wiem!

    piątek, 25 listopada 2011

    W błękicie... Najprostsze z prostych

    Najstarsze, powiedziałabym, że wręcz "leciwe" kolczyki, 
    pochodzące z początków mojej przygody z rękodziełem.

    NIE MOŻNA MIEĆ PRZECIEŻ ZA DUŻO KOLCZYKÓW, PRAWDA?
    Trochę ich jednak zrobiłam, przyznaję...

    A tak poważnie to czasem po prostu lubię "podłubać". Oczywiście zdarzyło mi się wykonywać bardziej skomplikowane (czytaj: ambitne) projekty. I jak łatwo się domyślić szybko "dostały nóżek".

    Dla porządku jednak "zacznę prezentację" od najstarszych, najdawniejszych czyli zapewne też najmniej udanych, niestety.

    Z tych, które "nie oddaliły się" zanadto, prościutkich, wygrzebanych z samego dna kuferka, wybrałam kilka par W BŁĘKICIE:

    fot.  megii24
    fot.  megii24
    fot.  megii24
    fot.  megii24
    Kolory są rzeczywiste, ale same fotki - niestety - pozostawiają wiele do życzenia :(  Mam tylko nadzieję, że z ich zawartością jest inaczej...

    piątek, 18 listopada 2011

    Książki skrócone - Warto? Czy nie warto?

    Wpadły mi w łapki dwa tomy z serii KSIĄŻKI WYBRANE Reader's Digest.
    Czy tak zredagowane powieści nie tracą 
    na "jakości"?

    Czy warto czytać skrócone wersje książek?

    Może ktoś miał porównanie? Chętnie posłucham opinii...

    wtorek, 15 listopada 2011

    Stosik nr 3/2011 - "Po babsku" z Antykwariatu!

    No cóż... Jestem uzależniona! 
    Chyba powinnam zacząć omijać także antykwariaty...

    fot.  megii24
    1.   Yrsa Sigurdardottir - WEŹ MOJĄ DUSZĘ  MUZA,  2011
    2.   Alex Kava - FAŁSZYWY KROK  Mira,  2011
    3.   Dixie Browning - PRZYJACÓŁKI  Mira,  2011
    4.   Anna Gavalda - PO PROSTU RAZEM  Świat Książki,  2010
    5.   Susan Howatch - CIEMNY BRZEG  Książnica,  2007
    6.   Sharon Owens - HERBACIARNIA POD MORWAMI  Książnica,  2006
    7.   Paul Quarrington - POTĘGA HURAGANU  Sonia Draga,  2006
    8.   Josie Lloyd, Emlyn Rees - CHODŹMY RAZEM  Axel Springer  oraz  Zysk i S-ka (Literatura w spódnicy, 2005, tom 13)
    9.   Lynda Curnyn - POLOWANIE NA MĘŻA czyli teoria szczelnej przykrywki  Axel Springer  (Literatura w spódnicy, 2005, tom 18)
    10.   Clare Naylor - W POGONI ZA ALICE  Axel Springer  (Literatura w spódnicy, 2005, tom 19)
    11.   Lynne Barrett-Lee - NA ZAKRĘCIE  Amber,  2001
    12.   Jane Moore - Z  ARCHIWUM  EKS  Amber,  2003
    13.   Diana Appleyard - PAMPERSY, KAMERA i ON  Amber,  2001
    14.   Katy Hayes - ODSŁONY  Amber,  2002
    15.   Lisa Jackson - INTYMNOŚĆ  Amber,  2000
    16.   Susan Elizabeth Phillips - WŁOSKIE WAKACJE  Amber,  2003
    17.   Susan Elizabeth Phillips - TO MUSIAŁEŚ BYĆ TY  Amber,  2002

    niedziela, 13 listopada 2011

    Tylko ona na mnie czeka…

    Odżyła moja "grafomania"... i nie wiem czy mam się z tego cieszyć. Po prostu ten "wiersz" pojawił się w mojej głowie i nie chciał odejść. Musiałam go więc zapisać. 

    Czasem tak mam, że uczucia, nastrój, a w ich wyniku słowa, przychodzą i nie chcą mnie opuścić...

    Każdy chyba czasem ma taki dzień... A może nie?


    S A M O T N O Ś Ć
    Tylko ona na mnie czeka…

    Znów zamykam się w sobie…
    Czy to tylko strach?
    Przerażająca świadomość przemijania…
    Ulotność
    Znikomość
    Nieunikniony upływ czasu?
    Podnoszę zaciśnięte powieki…

    Patrzę na swoje puste dłonie…
    Dlaczego tak mało?
    Wszystko co mogłam mieć…
    Przepadło
    Minęło
    Zbyt szybko odeszło
    Milczący wyrzut sumienia…

    Wyglądam przez okno…
    Czy to już?
    Przezroczysta bańka rośnie i pęcznieje…
    We mnie
    Wokół mnie
    Pozwoliłam zamknąć się w niej
    Deszcz tłucze o szkło…

    Spoglądam na drzwi, zamknięte…
    Czy jeszcze czekam?
    Samotna łza spływa po twarzy…
    Niechciana
    Nieproszona
    Jak mój jedyny gość...
    Pukanie…

    Już jest!
    Autorka:  megii24
    13 listopada 2011

    Wiersz jest w całości moją własnością (megii24)
    Wszystkie prawa zastrzeżone.
    Powielanie, kopiowanie i rozpowszechnianie bez pisemnej zgody autorki - ZABRONIONE.

    piątek, 11 listopada 2011

    Susan Howatch - "Weekend w Londynie"

    Susan Howatch 
    "Weekend w Londynie"
    (Call in the Night)

    Rok wydania: 2006
    Tłumaczenie: Anna Kołyszko
    Wydawnictwo: Książnica



    Przyznam, że z twórczością pani Susan Howatch spotkałam się po raz pierwszy. Nie mam żadnego porównania z innymi jej powieściami. Nie potrafię więc powiedzieć czy „Weekend w Londynie” jest typową dla niej prozą. Czy należy do lepszych jej utworów, czy może jednak do tych gorszych. Czy to jednak źle, że nie mam porównania? Nie mi to oceniać.

    O czym opowiada „Weekend w Londynie”? Historia wydaje się prosta. Młoda amerykanka Claire Sullivan odbiera niepokojący telefon od swojej młodszej siostry, Giny, obiecującej modelki, robiącej karierę w Paryżu. Dzwoni ona jednak z Londynu i nie wyjaśniając niczego, odkłada słuchawkę. Pełna obaw Claire usiłuje bezskutecznie dowiedzieć się czegoś więcej, potem jednak, zupełnie niezgodnie ze swoją naturą statecznej i odpowiedzialnej nauczycielki, pod wpływem impulsu wyrusza do Europy na poszukiwanie zaginionej siostry. Podróż ta jednak okaże się zupełnie inna niż zakładała, nie tylko ze względu na pewnego przystojnego i czarującego mężczyznę. Mężczyznę, któremu Claire nie potrafi zaufać. Czy ma to jednak coś wspólnego z faktem, że to właśnie z nim Gina miała spędzić weekend w Londynie… podczas którego zniknęła?

    „Weekend w Londynie” to niewielkich rozmiarów książka, klasyfikowana jako literatura współczesna. I faktycznie zgodziłabym się, że przez jakieś trzy czwarte swojej objętości była to powieść właśnie tego typu, chociaż z tą współczesnością bym nie przesadzała, mając na uwadze, że książka powstała w 1967 roku. Nie mniej nie psuło mi to przyjemności z lektury, czytało mi się ją bardziej niż dobrze. Co dziwne, przyjemności nie umniejszała mi także dość znacząca przewidywalność fabuły – to jednak jest zapewne odczucie bardzo subiektywne. Odpowiadał mi na pewno język, jakim posługuje się Susan Howatch; trochę leniwe, chociaż na pewno nie nudne, tempo rozwoju akcji; odrobina niepewności, niedomówień, wiszących w powietrzu podejrzeń; pierwszoosobowa narracja, nienachalna i raczej łagodnie prezentująca wewnętrzne rozterki postaci. Konstrukcja przyjemna, nie utrudniająca czytania, nie wymagająca też zapewne zbyt wielkiego skupienia, ale nie poczytuję tego jako wady powieści. W tym względzie nie mam do zarzucenia „Weekendowi…” nic znaczącego. Sięgając po nią nie spodziewałam się przecież białego kruka czy Pulitzera. Spodziewałam się przyjemnej lektury i taką właśnie otrzymałam. Do czasu jednak… 

    W ostatnich rozdziałach bowiem zrobiło się dziwnie. Nie potrafię znaleźć odpowiedniejszego słowa. Dziwnie. Nie zmieniła się bynajmniej forma czy język, o nie. Chodzi mi o treść. Nagle pojawiło się ciało, niedługo po nim kolejne… I tu musiałam się zastanowić. Czym w końcu jest ta książka? Powieścią obyczajową z odrobiną „pieprzu” w finale? Czy raczej kryminałem z baaaardzo długim, leniwym wstępem?

    Odpowiedzi na to pytanie każdy musi chyba poszukać sam, sięgając po „Weekend w Londynie” Susan Howatch. Jest to niewielkich rozmiarów książka, więc nie pochłonie zbyt wiele czasu, a myślę, że niejednej osobie potrafi umilić spokojny jesienny wieczór.

    czwartek, 10 listopada 2011

    "W łóżku z..." [zbiór opowiadań]

    "W łóżku z..."
    (In Bed With)
    [zbiór opowiadań] 

    Rok wydania: 2010
    Tłumaczenie: Jan Kraśko 
    Wydawnictwo: Świat Książki


    Na co czekasz? Wskakuj do łóżka z… książką. Satysfakcja gwarantowana” – tak oto nęci i zachęca wydawca.

    Skuszona, nie powiem, opisem, sięgnęłam po „W łóżku z…” i chociaż nie wskoczyłam do niego, a raczej z pewną dozą nieśmiałości powoli się położyłam, to i tak poczułam raczej rozczarowanie i znużenie, niż zapowiadane ekscytujące wrażenia. Najprościej mogłabym powiedzieć, że skorzystałam z propozycji, lecz zamiast gwarantowanej satysfakcji z „bezwstydnie szczerych erotycznych opowiadań znanych pisarek”, zwyczajnie zasnęłam, bo było to o niebo bardziej kuszące, niż lektura tej książki, przynajmniej dla mnie.

    A czym właściwie jest „W łóżku z…”? To zbiór dwudziestu króciutkich, kilkunastostronicowych, opowiadań, mniej lub bardziej erotycznych. A erotyzm tych nowelek? No cóż… Jedne są po prostu opowiastkami dotyczącymi życia seksualnego, delikatnie trącającymi temat, inne to historie bardziej dosadne, momentami nawet wulgarne.

    Trudno więc ocenić „W łóżku z…” jako całość. Ocena taka byłaby zwyczajnie niesprawiedliwa. Nie można bowiem wszystkich opowiadań zawartych w tym opracowaniu wrzucić do przysłowiowego jednego worka.
    Osobiście muszę przyznać, że w literaturze, szczególnie zaś we wszelkiego rodzaju romansach,  dosadne słownictwo czy opisy praktyk seksualnych nie są dla mnie z gruntu odpychające czy niesmaczne. Uważam jednak, że nie każda opowieść wymaga akurat takich środków wyrazu. Wszystko chyba zależy od języka jakim posługuje się autor i od rodzaju opisywanej historii.

    Czy jednak w przypadku opowiadań można przykładać taką samą miarkę? Będę obstawać przy swoim zdaniu. Tak, uważam, że w przypadku krótkich form obowiązuje taka sama zasada.

    I chyba właśnie dlatego większa część „W łóżku z…” zupełnie mi nie odpowiadała. Bo czyż może dziwić ten fakt? Jeśli autorka konkretnego opowiadania nie przekonała mnie rysując fabułę, a raczej zaledwie ją nakreślając, lub przedstawiając bohaterów, a za to skupiła się na szczegółach łóżkowych eksperymentów, to czy jakikolwiek czytelnik, nawet wielbiciel erotyki, będzie zadowolony? Wątpię. Każda bowiem opowieść, nawet najkrótsza, powinna być wyważona, zachowywać pewną równowagę, jej elementy muszą do siebie pasować, tworzyć swoistą całość. I właśnie ten brak równowagi przeszkadzał mi najbardziej, bo „W łóżku z…” miało być zbiorem opowiadań erotycznych, i chyba nie powinny wśród nich znaleźć się takie, które można określić tylko i wyłącznie mianem prawie pornograficznych.

    Będąc jednak całkowicie szczera nie mogę powiedzieć, że jest to pozycja z gruntu zła. Przede wszystkim poziom opowiadań jest zróżnicowany. Zarówno jeśli chodzi o treść, jak i o warsztat autorek. Są tu historie gorsze, ale znaleźć można także i lepsze, nie rewelacyjne, ale takie, które czyta się lekko i całkiem przyjemnie. Decyzję więc pozostawiam czytelnikom. Czy odważycie się sięgnąć po tę książkę?

    środa, 9 listopada 2011

    Tak dawno nie pisałam wierszy...


    Dziś jednak... po prostu sam się napisał.

    B E Z     S Ł Ó W

    Zapalam  świeczkę
    Długa noc się zaczyna
    Niepewność
    Co przyniesie poranek? Czym zaskoczy mnie dzień?
    Brak mi wiary
    Nadziei
    …miłości?

    Zapalam świeczkę
    W ciszy pustego pokoju
    Ogrzeję dłonie
    I tylko te dwa smutne pięciopalczaste pająki
    Tylko one
    Otrzymają trochę ciepła
    Dlaczego tak drżą?

    Zapalam świeczkę
    Do rana wciąż daleko
    Już czas
    A jednak się boję
    Zimno mi
    Ogrzać nie umiem nawet skostniałych palców
    Wpatruję się w płomień

    I nagle wstaje świt
    Świeczka zgasła…
    Autorka:  megii24
    9 listopada 2011

    Wiersz jest w całości moją własnością (megii24)
    Wszystkie prawa zastrzeżone.
    Powielanie, kopiowanie i rozpowszechnianie bez pisemnej zgody autorki - ZABRONIONE.

    niedziela, 6 listopada 2011

    Znów płynę z prądem...

    Od razu muszę zastrzec, że nie jest to moja stylistyka muzyczna. Nic jednak na to nie poradzę, że ten kawałek przyczepił się do mnie... i nie chce puścić.

    Każdy pewnie czasem to przerabia. Jakaś piosenka wpadnie w ucho, zaatakuje w najmniej spodziewanym momencie i już po tobie. Chodzi wtedy człowiek i podśpiewuje, nuci pod nosem... nawet jeśli, po pewnym czasie, zaczyna go to drażnić.

    Mnie jeszcze nie drażni... tylko zadziwia fakt, że spodobał mi się właśnie ten utwór. Zastanawiające.

    AVICII
    Fade Into Darkness

    piątek, 4 listopada 2011

    Wstrząśnięta i zmieszana...

    ... a właściwie - skruszona, podreptałam dziś do biblioteki (już czas... miesiąc niepostrzeżenie minął).
    I oddałam jedną (JEDNĄ!!!) z czterech wypożyczonych książek...

    Przedłużając te nieprzeczytane (przy okazji miałam ochotę schować się w najbliższej mysiej dziurze, oczywiście jeślibym takową mogła znaleźć) nie omieszkałam jednak dołożyć sobie jeszcze jakiejś lektury.

    Wybór padł na opowiadania. Trochę dlatego, że lubię małe formy, a trochę dlatego, że nie bardzo było w czym wybierać, niestety. Jedna książka  należy do takich z cyklu: Wszyscy czytali, więc może i ja spróbuję... Druga to raczej: Mogłoby być całkiem ciekawie, a przynajmniej zabawnie...

    fot.  megii24

    1.  BALE  MATURALNE  Z  PIEKŁA  Amber,  2010
    2.  W  ŁÓŻKU  Z...  Świat Książki,  2010 [recenzja]

    Oba zbiory opowiadań nie zebrały raczej zbyt pochlebnych recenzji, ale postanowiłam sama się przekonać, ile prawdy jest w powszechnej opinii. Przeczytamy - zobaczymy!

    czwartek, 3 listopada 2011

    "Tragedia na kółkach" czyli kilka słów o czytaniu

    Uświadomiłam sobie dzisiaj przerażającą rzecz.... Naprawdę straszną!


    Przez cały ubiegły miesiąc... poza przekartkowaniem kilku ulubionych lektur w celu odszukania i pochłonięcia najsmaczniejszych "kąsków", do których wracam jak bumerang... oraz odświeżeniem sobie w pamięci kilkunastu halequinów z odnalezionej niedawno kolekcji z lat małoletnich... przeczytałam tylko dwie książki! 

    Dwie książki!!!

    To już nie jest nawet tragedia, to jest ŻENADA!!! Wstyd i sromota!

    wtorek, 1 listopada 2011

    Stosik nr 2/2011 - Antykwaryczne zdobycze!

    Obiecywałam, co prawda, że będę się trzymać z daleka od księgarni... ale nic nie mówiłam przecież o antykwariatach, prawda?
    Budżet, jak już wspominałam, pęka w szwach i raczej nie przetrwałby zakupów książkowych, ale "piątka" czy "trójka" wydana raz czy drugi - nie boli tak bardzo... I z tych "niewinnych", nieplanowanych, czasem całkiem przypadkowych zakupów, powstał tenże stosik:


    fot.  megii24

    1.   Susan Howatch - WEEKEND w LONDYNIE  Książnica,  2006 [recenzja]
    2.   Stephanie Gertler - DZIEWCZYNA JIMMY'EGO  Książnica,  2003
    3.   Francois Lelord - HEKTOR i TAJEMNICE MIŁOŚCI  Książnica,  2006
    4.   Fay Weldon - MĘŻCZYŹNI  Książnica,  2006
    5.   Karin Fossum - OKO EWY  Książnica,  2002
    6.   Nora Roberts - NA ZAWSZE TWÓJ  Harlequin,  2002
    7.   Mike Gayle - DUSZA TOWARZYSTWA  Sonia Draga,  2010
    8.   Joanna Skalska - EREMANTA  Powergraph,  2010
    9.   Lisa Jewell - TRZYDZIESTKA NA KARKU  Axel Springer  oraz  Zysk i S-ka (Literatura w spódnicy, 2005, tom 9)
    10.   Izabela Sowa - SMAK ŚWIEŻYCH MALIN  Prószyński i S-ka,  2002
    11.   Jennifer Crusie - KŁAM MI, KŁAM  Świat Książki,  2001
    12.   Nora Roberts - MAGIA i MIŁOŚĆ  Prószyński i S-ka,  2007  (czytałam, ale skusiła mnie cena i sentyment)

    sobota, 29 października 2011

    I cóż z tego, że chcę...

    ... kiedy wciąż brak czasu???

    Oczywiście brakuje mi czasu na wiele rzeczy... ale najbardziej, najdotkliwiej, najboleśniej odczuwam niedosyt minut i godzin, które mogłabym poświęcić na CZYTANIE ! ! !

    Dokładnie - Tak! Kilka książek czeka na półce z etykietką "do przeczytania" (nie są to niestety nowości, bo "kasy" także wciąż brak, a nikt nie wykazuje specjalnej ochoty, by obdarować mnie jakimiś ciekawymi propozycjami czytelniczymi), kilka kolejnych książek pewnie pojawiłoby się wraz z "pustką" na tejże półeczce... Cóż jednak z tego? Kiedy nie udaje mi się wykroić czasu na lekturę?

    I teraz muszę się wytłumaczyć...
    Zapewne niejedna osoba stwierdzi, że opowiadam bzdury! Brak czasu na czytanie? Ani trochę? To niedorzeczne!

    Też bym tak powiedziała... gdybym nie znała siebie. Nie potrafię bowiem czytać po kawałeczku. Kiedy biorę książkę do ręki i zaczynam czytać - wszystko inne przestaje mieć znaczenie (jedzenie, spanie i inne przyziemne czynności). Muszę dotrzeć do ostatniej strony, bo inaczej pęknę (i to z wielkim hukiem!).

    Czy nadal można mi się dziwić? Dziwić, że boję się zanurzyć w tym "innym świecie", by w prawdziwym nie "utonąć"?

    Tak więc w świetle tego, co napisałam, nie chodzi tylko o brak czasu... odpowiedniej jego ilości... ale też o odpowiedzialność (nie tylko za siebie) i inne takie "dorosłości".
    Po prostu wiem, muszę to wiedzieć, że nie wolno mi poświęcić codziennych obowiązków na rzecz przyjemności (czytania). Muszę zachowywać się dojrzale. Muszę spełniać swoją rolę... Nie jestem przecież "samotną wyspą"...

    I podziwiam wszystkich, którzy potrafią pogodzić pracę, dom, dzieci i długie listy przeczytanych książek. JAK  TO  ROBICIE?