niedziela, 25 marca 2012

Powrót zaginionej w akcji (wyniki Wygrywajki)

Nadszedł czas losowania...
Za "narzędzie sprawcze" posłużył mi stary i sprawdzony True Random Number Generator ze strony Random.org
A więc zaczynajmy...


Po "Spalony tost" zgłosiło się 39 osób:


A szczęśliwy los padł na numer:


Książkę "Spalony tost" otrzymuje Ania (tierra.es.mia@gmail.com). Gratulacje!
__________________________________________________________________

Po "Mroczne echo" zgłosiły się 43 osoby:


A wylosowany został numer:


Książkę "Mroczne echo" otrzymuje zainspirowana. Gratuluję!
__________________________________________________________________

Po "Kochać całym sercem" zgłosiło się 30 osób:


A wygrywa numer:


Książkę "Kochać całym sercem" otrzymuje Lunatyk. Gratuluję!
__________________________________________________________________

Wylosowane osoby proszę o podanie adresów do wysyłki książek.
Mój mail:    miedzy.slowami.megii24@wp.pl

środa, 7 marca 2012

Świętujmy razem! (Wygrywajka)

Wczoraj, zupełnie niepostrzeżenie, licznik wskazał 10 000 wyświetleń bloga. Jest to odrobinę zaskakujące, biorąc pod uwagę moją niezbyt regularną, i powiedzmy sobie szczerze, nie bardzo ambitną, aktywność blogową.
Mimo wszystko jednak zaglądacie... Dziękuję Wam za to gorąco! Ja ze swej strony obiecuję starać się bardziej.
Aby uczcić tą okrągłą „cyfrę” i by z jej powodu było miło nie tylko mnie... Mała wygrywajka!


A że jest zorganizowana na gorąco, bez przygotowania – będzie w formie losowania (rymnęło mi się niechcący).
Może następnym razem postaram się wymyślić jakieś ambitne/kreatywne/ciekawe zadanie. Tym razem, jak wspomniałam, losowanie :)

1. Zgłosić może się każdy (zamieszkały w Polsce).

2. W zgłoszeniu proszę podać maila (to ułatwi mi kontakt ze zwycięzcą/zwycięzcami) i tytuł książki, którą chcielibyście posiadać (można podać więcej niż jeden – patrz punkt 4).

3. Nie obrażę się jeśli zareklamujecie moją rozdawajkę u siebie na blogu (jeśli taki posiadacie) nie jest to jednak warunek wzięcia udziału w losowaniu. Będzie mi jednak miło jeśli to zrobicie i może spowodować poszerzenie losowania (patrz punkt 4).

4. Jeśli zgłosi się tylko kilka osób – wylosuję jedną, która otrzyma wybraną przez siebie książkę. Jeśli jednak zgłoszeń będzie sporo planuję losowanie każdej książki osobno czyli wylosowanie trzech osób.

5. Nagrodami są (książki podlinkowane do opisów):
Teri Hatcher - "Spalony tost ...czyli życiowa filozofia Teri"
F.G. Cottam - "Mroczne echo"
Chuck Spezzano - "Kochać całym sercem. Jak uwolnić się od cierpienia"

6. Zgłoszenia przyjmuję do 24 marca do północy. Losowanie odbędzie się 25 marca 2012.

Serdecznie zapraszam!

środa, 29 lutego 2012

Stosik nr 3/2012 - Luty pełen obfitości!!!

fot.  megii24
... i bankructwa, niestety!

Pomimo iż książki w większości pochodzą z wyprzedaży, promocji, przecen i tego typu "okazji" to i tak mocno nadszarpnęły mój budżet na... jakieś przyszłe trzy miesiące :(

W prezentowanym stosiku znalazło się sporo książek, które już kiedyś czytałam, ale... skusiła mnie cena. Są tu także książki przeczytane, które po prostu chciałam mieć na półce.

Zdjęcie bardzo marne, wiem, ale chciałam zaprezentować mój "wieżowiec" w całej okazałości. Ze "sprzętem fotograficznym", którym dysponuję - lepiej się nie dało...

A zatem moje stosisko składa się z następujących pozycji:


1. Pauline Rowson - OGIEŃ i WODA  RedHorse, 2008  (z Allegro)
2. Kay Langdale - JEŚLI NIE MIŁOŚĆ  Książnica  (przecena w księgarni)
3. John Le Carre - ZDRAJCA w NASZYM TYPIE  Sonia Draga, 2011  (wyprzedaż w Kauflandzie)
4. Sophie Hannah - DRUGA POŁOWA ŻYJE DALEJ  G+J, 2010  (z antykwariatu)
5. Zofia Staniszewska - CZAROWNICA z RADOSNEJ  RedHorse, 2008  (z LC)
6. Izabela Sowa - CIERPKOŚĆ WIŚNI  G+J  (z antykwariatu)
7. Christopher Isherwood - SAMOTNY MĘŻCZYZNA  Świat Książki, 2010  (z Allegro) - czytałam wielokrotnie, ale po prostu musiałam mieć!
8. Mija Kabat - GĄSZCZ  Świat Książki, 2011  (z antykwariatu)
9. Alexandra Ivy - KIEDY NADCIĄGA CIEMNOŚĆ  Amber, 2010  (z Allegro) - czytałam, ale chciałam mieć
10. Alexandra Ivy - W OBJĘCIACH CIEMNOŚCI  Amber, 2010  (z Allegro) - czytałam, ale chciałam mieć
11. Alexandra Ivy - ODWIECZNA CIEMNOŚĆ  Amber, 2011  (z antykwariatu) - czytałam, ale chciałam mieć
12. Kate Wild - FERAL  Amber, 2011  (z Allegro)
13. Stephenie Meyer - ZMIERZCH  Wydawnictwo Dolnośląskie  (wyprzedaż w Kauflandzie) - czytałam, ale skusiła mnie cena
14. Stephenie Meyer - KSIĘŻYC w NOWIU  Wydawnictwo Dolnośląskie  (wyprzedaż w Kauflandzie) - czytałam, ale skusiła mnie cena
15. Stephenie Meyer - ZAĆMIENIE  Wydawnictwo Dolnośląskie  (wyprzedaż w Kauflandzie) - czytałam, ale skusiła mnie cena
16. Stephenie Meyer - PRZED ŚWITEM  Wydawnictwo Dolnośląskie  (wyprzedaż w Kauflandzie) - czytałam, ale skusiła mnie cena
17. Marjorie M. Liu - POCAŁUNEK ŁOWCY  Amber, 2010  (z Allegro)
18. Marjorie M. Liu - WOŁANIE z MROKU  Amber, 2011  (z antykwariatu)
19. Beata Biela - WALCZĄC z PRZEZNACZENIEM  Radwan, 2011  (wygrana w konkursie na blogu autorki Walcząc z przeznaczeniem)
20. Nalini Singh - POCAŁUNEK ARCHANIOŁA  Dwójka bez sternika, 2011  (z antykwariatu)
21. Kerrelyn Sparks - WAMPIRY WOLĄ SZATYNKI  Amber, 2010  (wygrana w konkursie u Immory na blogu My fantasy and sci-fi books) - czytałam
22. Rachel Caine, Kristin Cast, Claudia Gry, Nancy Holder, Tanith Lee, Richelle Mead, Cynthia Leitich Smith, Rachel Vincent - NIEŚMIERTELNI  Książnica  (przecena w księgarni)
23. Robin Schone - KOCHANEK  Świat Książki, 2004  (z Allegro) - czytałam, ale chętnie przeczytam ponownie i bardzo chciałam mieć
24. Robin Schone - KOBIETA GABRIELA  Świat Książki, 2004  (z Allegro) - czytałam, ale chętnie przeczytam ponownie i bardzo chciałam mieć
25. Monika Szwaja - MATKA WSZYSTKICH LALEK  Sol, 2011  (wygrana w konkursie na blogu Z miłości do literatury)
26. Christine Fehan - MROCZNA LEGENDA  Amber, 2011  (z LC)
27. Andy McDermott - PIRAMIDA OZYRYSA  Amber, 2010  (z Allegro)
28. Ewa Lenarczyk - W POSZUKIWANIU SZCZĘŚLIWEGO DOMU  Novae Res, 2011  (wygrana w konkursie u Sil na blogu Słowa duże i MAŁE)
29. J.R. Ward - ANIOŁ ZEMSTY  Videograf II, 2011  (z LC) - czytałam
30. JonasJonasson - STULATEK, KTÓRY WYSKOCZYŁ PRZEZ OKNO i ZNIKNĄŁ  Świat Książki, 2012  (wygrana w konkursie na blogu Prowincjonalna nauczycielka)

Na zdjęciu brakuje książki
(która dostała nóżek i tymczasowo powędrowała do mojej siostry):
31. Katarzyna Michalak - ZACHCIANEK  Albatros, 2009  (z LC)  [recenzja]


GORĄCE PODZIĘKOWANIA:
Pięknie dziękuję za zorganizowanie konkursów, w których miałam przyjemność brać udział, a jeszcze bardziej za książki, które udało mi się wygrać.

poniedziałek, 27 lutego 2012

Katarzyna Michalak - "Zachcianek"

Katarzyna Michalak
"ZACHCIANEK"
 
Wydawnictwo:   ALBATROS
Rok wydania:   2009





Kolejna odsłona życiowych perypetii wielkiej marzycielki, żeby nie powiedzieć nastolatki w ciele dorosłej kobiety, okraszona sporą dawką magii - czyli wracamy do Poczekajki za sprawą kolejnej powieści Katarzyny Michalak zatytułowanej „Zachcianek”.

Zapowiadało się cudowne życie, usłane różami, pełne niczym nie zmąconego szczęścia u boku idealnego księcia z bajki... Z Patrycją jednak nic nie jest tak oczywiste, jakby się wydawało. Chociaż to nie tylko jej zasługa! Autorka postarała się by namieszać w tej opowieści, niczym w kotle z „magicznym” wywarem.
Przyszłość bohaterki i innych osób poznanych w poprzedniej powieści na pewno na początku przynosi niespodziankę, zadziwia, może nawet bardziej niż odrobinę. I tu na plus należy policzyć pewną nieprzewidywalność historii, ponieważ to, czego można się było spodziewać po zakończeniu „Poczekajki” nie nastąpiło. Jednak po otrząśnięciu się z pierwszego wrażenia  - dalej niewiele nas już zaskakuje. Co zatem przytrafia się Patrycji? Kłopoty, rozczarowania i różnorodne zmiany. Tak w skrócie opisałabym kompletny chaos połączony z całkowitym przemieszaniem osób i charakterów.

Wymarzony książę okazuje się kimś zupełnie innym, żeby nie powiedzieć postacią obcą i niezbyt sympatyczną. A czarny charakter staje się z każdą chwilą coraz bielszy. Tak całkowite odwrócenie ról, taka metamorfoza - nie przemawia do mnie, a nawet momentami irytuje. Ta swego rodzaju „nieoczekiwana zmiana miejsc” jest  zbyt radykalna. Zbyt bajkowe to wszystko. Podobnie zresztą jak finał.

A co jeszcze odnajdziemy w „Zachcianku”? Sabat knuje za plecami nieświadomej Patrycji. Otaczający ją ludzie nie są z nią do końca szczerzy. A na domiar złego do gry powraca Janeczka, czyhając na życie bogu ducha winnej bohaterki. I okazuje się, że szaleństwo ma wiele twarzy.

Z tego wszystkiego przebija, tak jak w „Poczekajce”, ogromne marzycielstwo Patrycji. I to marzycielstwo bardzo konkretne, niemal scenariuszowe. Jej wyobrażenie musi się spełnić i kropka. Nie ma innej opcji. Albo będzie po jej myśli, albo wcale! Żadnych kompromisów!

Wygląda, że „Zachcianek” zupełnie mi się nie podobał? Nic bardziej mylnego! Są w nim kąski, że tak powiem, smakowite. Na pewno, podobnie jak w pierwszej powieści cyklu, na uwagę zasługują fragmenty dotyczące pracy w ZOO. Zwierzaki nie zawodzą i trzymają fason! Książka ma również niezaprzeczalny klimat - przepełnia ją ciepło i sentymentalność. Styl autorki jest lekki, bardzo przyjemny w odbiorze - Panią Michalak czyta się jednym tchem.

Co zatem przeważa? O tym zadecydujcie sami. Jeśli naiwność, wiara w nienaruszalność marzeń i planów, nie do końca prawdopodobne przemiany i zamiany bohaterów, magia w wydawałoby się realnej rzeczywistości - nie odstraszają Was, nie psują przyjemności czytania, nie przeszkadzają w jakikolwiek sposób - to oczywiście polecam „Zachcianek”. 

Jest to jak najbardziej przyjemna, lekka powieść. Czasem zirytuje, czasem rozczuli, czasem rozśmieszy. Jednak emocje to właśnie to, czego szukamy w książkach, prawda?

niedziela, 26 lutego 2012

Uchwycona chwila...

Odwilż i roztopy mogą wyglądać bardzo malowniczo, prawda? 
Pod warunkiem, że się na te widoczki tylko patrzy...

fot.  megii24
Gorzej, gdy nasza droga wypada przez środek takiego "jeziora"... 
Umiejętność pływania - jak najbardziej wskazana ;)

fot.  megii24
A kiedy jeszcze na dokładkę pada deszcz... to już prawdziwy koszmar!

for.  megii24
 A teraz brakuje tylko, by ścisnął mróz :(   
Mówiłam już kiedyś, że nie lubię zimy?

środa, 8 lutego 2012

Katarzyna Grochola - "Podanie o miłość"

Katarzyna Grochola
"PODANIE o MIŁOŚĆ"
 



Takiej Grocholi nie znałam. Nostalgicznej, refleksyjnej, natchnionej, pochylonej nad człowiekiem z wszystkimi jego wadami i ułomnościami. Często nad tym najmniejszym, na pierwszy rzut oka nie wyróżniającym się z tłumu. Nad człowiekiem z całym jego bagażem codzienności, ciężarem, który przecież zna każdy z nas, ale może nie zawsze zauważa i nie zawsze docenia znaczenie tych „walizek” i „pakunków”. Pochylonej z wielką delikatnością, ale też niesamowitą przenikliwością, z całą miłością, którą czuje do swoich bohaterów. Którą także my, czytelnicy, możemy poczuć w każdym słowie, linijce tekstu, akapicie - w każdej nucie, która brzmi gdzieś na obrzeżach świadomości. 

Takiej Grocholi nie znałam. Nie spodziewałam się też taką odnaleźć. Poważną, ale nie skostniałą czy zasadniczą. Subtelną, ale nie stroniącą od nazywania rzeczy po imieniu. Wyszukującą najdrobniejsze, najmniej zauważalne szczegóły i z nich właśnie tworzącą przejmujące historie. Opowieści splecione z drobiazgów, z kawałeczków dni, godzin i minut. Z fragmentów naszego losu.

Opowiadania zawarte w zbiorze „Podanie o miłość” to w większości bardzo krótkie, kilkustronicowe utwory. I chociaż pokazują malutkie wycinki życia - są niemal jak miniaturowe życiorysy. Tak wiele można zawrzeć na kilku kartkach. Opowiadania te, choć nie zawsze jest to jednoznaczne, są oczywiście o miłości - o jej braku, poszukiwaniu, przemijaniu, stracie. O różnych twarzach uczucia, które często, niedostrzegalne, jest tuż obok, na wyciągnięcie ręki. Autorka pokazuje nam, jak łatwo można ją zabić, stracić, zawieść, przegapić, nie zauważyć tego najcenniejszego daru. Ona dostrzega miłość wszędzie. W każdej minucie, oddechu, geście. Pokazuje nam różne jej oblicza. Pomaga nam dostrzec ją tam, gdzie nigdy byśmy jej nie szukali. 

Są w „Podaniu o miłość” większe i mniejsze dramaty. Są też całkiem codzienne rozterki. Są historie banalne, opowiedziane w całkowicie niebanalny sposób. Jest drobiazgowość z jaką autorka opisuje nam najbardziej prozaiczne sytuacje i jest to, co najważniejsze - wyłaniające się zza tej fasady obnażone serce. Jest w tych opowiadaniach samo życie - nie zawsze piękne, nie zawsze zrozumiałe i na pewno nie idealne. Życie tak prawdziwe, że aż trudno nam w nie uwierzyć. 

Pewien dysonans wprowadza dopiero przedostatnie opowiadanie zatytułowane „Miłość i morderstwo”. Jest ono jakby z innej bajki. Przedstawia odmienną rzeczywistość, a może tylko odmienną wrażliwość. Zakłóca niejako porządek rzeczy. Nie wiem czy był to przemyślany zabieg autorki, by przełamać idealne dopasowanie elementów „Podania o miłość”, czy po prostu tak wyszło. Wiem jednak, że ta historia, według mnie, nie pasuje do pozostałych. Ma po prostu inny klimat.

Na szczęście w ostatnim, obejmującym objętością niemal połowę książki, opowiadaniu „Pozwól mi odejść”, wracamy do estetyki i tematyki, która tak bardzo mnie ujęła w tym zbiorze. Tu jesteśmy z powrotem w tej samej, znajomej codzienności, spod której wyłania się właściwy sens tych prostych, życiowych historii. A historia finałowa, zamknięta tym razem na kilkudziesięciu stronach, mimo iż tak samo jak w tych najkrótszych opowiadaniach zlepiona z małych elementów, ze skrawków rozmów, chwil, epizodów - jest jednocześnie czymś więcej. Kwintesencją, podsumowaniem, zamknięciem, przysłowiową kropka nad „i” lub inaczej mówiąc - wisienką na torcie.

Takiej Grocholi na pewno nie znałam. Z radością naprawiłam swój błąd. Jednak to nie radość jest dominującym uczuciem, które pozostawia po sobie lektura tych opowiadań. Czytałam je z  zadumą, smutkiem, a nawet z łezką w oku. Potrafią wywołać w człowieku prawdziwą burzę, a potem przynieść oczyszczający deszcz i wszechogarniający spokój, a czasem żal lub tęsknotę. Są proste jak samo życie i tak jak życie - skomplikowane.

Jeśli Wy też takiej Grocholi nie znacie - koniecznie przeczytajcie „Podanie o miłość”. 
 ___________________________
Wydawnictwo:   LIBROS

Rok wydania:   2002
 

poniedziałek, 6 lutego 2012

Stosik nr 2/2012 - Jeszcze ze stycznia...

1. Joshilyn Jackson - BOGOWIE ALABAMY  G+J, 2011  (wygrana w konkursie u Cassiel na blogu Niebiańskie pióro)
2. Alex Kava - DOTYK ZŁA  Mira, 2003  
(z antykwariatu)
3. Diana Palmer - W CZUŁYCH OBJĘCIACH  Mira, 2011  (z antykwariatu)
4. Diana Palmer - PRZERWANY KONCERT  Mira, 2011  (prezent urodzinowy od Sil)
5. Stanisława Fleszarowa-Muskat - LATO NAGICH DZIEWCZĄT  Edipresse, 2012
(zakup "kioskowy")
6. Cynthia Harrod-Eagles - SYMFONIA ŚMIERCI  P.W. Rzeczpospolita S.A., 2007
(zakup "kioskowy")
7. Cynthia Harrod-Eagles - OGNISTY ANIOŁ  P.W. Rzeczpospolita S.A., 2007
(zakup "kioskowy")
8. Manula Kalicka - SZCZĘŚCIE ZA PROGIEM  G+J, 2005  (z antykwariatu)
9. Linda Howard - POLOWANIE NA SOBOWTÓRA  G+J, 2011  (zakup "kioskowy")
10. Aurelia Es - KOCHANEK MALUTKI  Replika, 2010  (wygrana w konkursie u Nyx na blogu Nie boję się ukulturalnienia)
11. Elizabeth Adler - TAJEMNICA WILLI MIMOZA  Amber, 2009 
(z antykwariatu)
12. ConnieBrockway - BAL MASKOWY  Amber, 2009  (z Biedronki)
13. Victor Orwellsky - KOD WŁADZY  Unikat2, 2011  (wygrana w konkursie na blogu Książki zbójeckie)
14. D.J. McIntosh - WIEDŹMA z BABILONU  Bellona, 2011  (wygrana w konkursie na blogu Czytaj z fantazją)
15. Tess Stimson - ZDRADA NA TRZY GŁOSY  Amber, 2007  (prezent urodzinowy od Sil)
16. Lauren Henderson - RANDKOWANIE WEDŁUG JANE AUSTEN  G+J, 2011  (zakup "kioskowy")


Poniżej szczegóły trzech przesyłek:


Diana Palmer - PRZERWANY KONCERT
Tess Stimson - ZDRADA NA TRZY GŁOSY
(Prezent urodzinowy od Sil - Dzięki, kochana!)

fot.  megii24



Aurelia Es - KOCHANEK MALUTKI
(przesyłka od Nyx)

fot.  megii24



Victor Orwellsky - KOD WŁADZY
(książka z dedykacją od autora)

fot.  megii24
for.  megii24



Pięknie dziękuję za zorganizowanie konkursów, w których miałam przyjemność brać udział, a jeszcze bardziej za książki, które udało mi się wygrać.

sobota, 4 lutego 2012

Janusz L. Wiśniewski - "Samotność w sieci"

Janusz L. Wiśniewski
"S@MOTNOŚĆ w SIECI"
 
Wydawnictwo:   PRÓSZYŃSKI i S-KA
Rok wydania:   2004




Serce wystawione na cios!

Teraz, po przeczytaniu, zastanawiam się tylko czyje serce? Jakuba, głównego bohatera "Samotności w sieci"? Czy moje?

Niełatwo jest się czasem przełamać. A potem, po fakcie, nie potrafimy zrozumieć dlaczego było to aż takie trudne. A jeszcze mniej zrozumiałe wydaje się, że kiedykolwiek istniała ta bariera do pokonania. To ekranizacja sprawiła, że długo broniłam się przed "Samotnością w sieci", przed oryginałem. 

Teraz żałuję już tylko kolejności. Gdybym najpierw sięgnęła po książkę... Gdybym tylko spróbowała... Stało się jednak inaczej. Taki maleńki zbieg okoliczności. Tylko tyle... Aż tyle.

I właśnie to leży u podstaw "Samotności w sieci" – zbieg okoliczności. Gdyby nie jedna krótka wiadomość, gdyby nie bezosobowy Internet... Wszystko mogłoby być zupełnie inaczej. A może wcale by nie było? A przecież cytując głównego bohatera:
"Tylko dla przeżyć warto żyć!"[1]
Chwilę potem dodaje:
"I dla tego, aby móc je komuś potem opowiedzieć!"[2]

Co jednak począć, kiedy nikt nie słucha? Gdy nie ma nikogo, kto chciałby posłuchać? A co kiedy taką osobę odnajdziemy? Bardzo, bardzo daleko od nas – licząc w kilometrach, a jednak blisko, na wyciągnięcie ręki, na ekranie komputera, w sieci? Czy taki związek może być równie prawdziwy jak w realu? Czy warto pozostawić go w sferze wirtualnej? Czy próbować przenieść do prawdziwego życia? Co jest bezpieczne? A co słuszne?

ONA – dla nas czytelników – bezimienna. Kobieta o której wiemy bardzo niewiele. I niewiele się dowiadujemy. Mężatka niezbyt szczęśliwa w pięcioletnim  związku.

ON – Jakub. Mężczyzna z wieloma tytułami naukowymi. Zamknięty w sobie. Samotny. Jednak pod tą skorupą… Znajduje się wiele do odkrycia.

I powoli, przy okazji rozwijającej się znajomości internetowej, odkrywamy kolejne warstwy. Cierpienia, samotności, izolacji. Mężczyzna opowiada o sobie. Czasem bezpośrednio, czasem tylko przez pryzmat historii innych ludzi dowiadujemy się jakim człowiekiem jest Jakub. Kim był! Kim się stał! Co przeżył! Jaki pływ na niego mieli otaczający go ludzie!

Nie ma w "Samotności w sieci" tylko zdarzeń i uczuć. Są tu wyszarpane kawałki duszy. To ta ładniejsza część. Są też wybebeszone flaki, chociaż brak świeżych zwłok. Wylane wnętrzności najpełniej opowiadają nam historię. To swoista wiwisekcja ludzkiego wnętrza.

Słodycz jest naprawdę słodka, samotność – dojmująca, smutek – bezbrzeżny, rozpacz – zrozpaczona, miłość – w zasięgu ręki, a łzy są najprawdziwsze z prawdziwych. 

"Samotność w sieci" jest tak żywa, tak namacalna, że niemal można jej dosięgnąć, posmakować. Wiśniewski pisze o człowieku w sposób magiczny, a jednak najprostszy z prostych, rozkłada go na cząstki i przygląda się każdej z nich. Nie ma w nim jednak zimnego obserwatora. O nie! Delikatność z jaką zagląda w ludzką duszę świadczy o wielkiej sympatii dla przedstawianego bohatera. Pisze o niespodziewanie odnalezionej miłości, która może przyszła nie w porę – bez zadęcia, pretensjonalności czy ckliwości, za to z wielką wrażliwością.

Cały czas jednak zastanawiam się czy można słowami opowiedzieć o "Samotności w sieci"? Czy warto chociaż próbować?
I jest tylko jedna szczera odpowiedź... Nie można! Ją trzeba przeczytać. A właściwie jej trzeba dotknąć. Poznać. Ją trzeba przeżyć!

Na zakończenie ostrzegam, że książka jest tylko dla tych, którzy nie boją się czuć i przeżywać. Dla wszystkich, którzy nie boją się płakać!

_____________
[1]  Janusz Leon Wiśniewski „S@motność w sieci”, Epilog.
[2] tamże.

niedziela, 29 stycznia 2012

Katarzyna Michalak - "Poczekajka"

Katarzyna Michalak
"POCZEKAJKA"
 
Wydawnictwo:   ALBATROS
Rok wydania:   2008



Książka o marzeniach, tęsknotach i naiwności.

Młoda kobieta, Patrycja - lekarz weterynarii, z nadopiekuńczą matką, psem, który niespecjalnie przejmuje się swoją rolą psa, z głową nabitą naiwnymi marzeniami, utwierdzonymi wizją wyniesioną z sabatu czarownic - wyrusza na poszukiwanie swojego przeznaczenia. A przeznaczeniem tym, w co święcie wierzy, jest książę na czarnym, w odróżnieniu od oklepanego wzoru, rumaku. Ten wyśniony, przeznaczony jej amant, ochrzczony roboczym imieniem Amre, ma pojawić się przed małym domkiem z tejże samej wizji.

Piękne marzenia? Może dla małej dziewczynki. Czy jednak pasują do dorosłej kobiety? 

Patrycja, z rozczulającą wręcz naiwnością, zaczyna jednak realizować swoje marzenie, którego ona sama nie traktuje w takich kategoriach. Z maleńkimi epizodami zwątpienia, uważa pojawienie się Amrego w swoim życiu za rzecz pewną, a także za fakt, który odmieni jej egzystencję, zamieniając w bajkę.
Odnalazłszy, z niejakim trudem, domek z wizji, w mieścinie o malowniczej nazwie Poczekajka, pozostaje jej już tylko czekać na pojawienie się jeźdźca. I ten się pojawia. Co prawda nie do końca w takich okolicznościach, w jakich się spodziewała. I niestety na białym, a nie czarnym, wierzchowcu. Czy jednak szczegóły mają aż takie wielkie znaczenie? Czy ważny jest kolor? Ważne, że książę się pojawił, prawda?

Tylko czy ten wyśniony, wymarzony, nareszcie odnaleziony ukochany nie okaże się przypadkiem ropuchą?
Na to i inne pytania odpowie lektura „Poczekajki”.

A co można znaleźć w tej książce? Trochę magii i uroków. Miłość z przeszkodami, także do zwierząt. Całkowicie dobrych i diabelnie złych bohaterów. Świat cokolwiek czarno-biały. Zemstę, poczucie winy, ciut szaleństwa. Dobrotliwego staruszka, tajemniczą wiedźmę, nie do końca lojalną przyjaciółkę, niekonwencjonalnego księdza,  dwulicowych mężczyzn, ale także tych prostych wioskowych osiłków. Sporo zwierząt – różnego autoramentu. Oraz wiele innych rzeczy. 
Na pierwszy plan jednak wysuwa się Patrycja z całym morzem naiwności, nie pasującej odrobinę do dorosłej, wykształconej, współczesnej kobiety. Bohaterka jest na domiar złego niezwykle irytująca. Momentami da się oczywiście lubić, ale często przysłowiowy scyzoryk się w kieszeni otwiera.

Nie wygląda to wszystko zbyt zachęcająco? Zależy dla kogo. Niejedna osoba może upodobać sobie ten magiczno-naiwny świat.

Dla mnie tym, co ratuje „Poczekajkę”, jest język. Z początku trochę zszokowana, z czasem doceniłam barwność porównań, wyszukaną karkołomność najprostszych opisów, a także sporą dawkę potocznych określeń i wykrzykników. Dobre wrażenie wywarł na mnie również bezpośredni zwrot do czytelnika. A bawił – zabieg narracyjny, polegający na zaczynaniu niecenzuralnych określeń i poprawianiu ich na łagodniejsze, bardziej społecznie akceptowalne, formy. 
Wszystko to sprawia wrażenie, jakby historię opowiadała gadatliwa przyjaciółka, której nie śmiemy przerwać, nawet wtedy, gdy się odrobinę zagalopuje.

Jeszcze kilka słów o treści… Przyznam szczerze, że pierwsze rozdziały strasznie mnie zmęczyły, do tego stopnia, że gotowa byłam odłożyć książkę. Jednak uznawszy, iż nie wolno się tak szybko zrażać, czy poddawać, czytałam dalej. I muszę przyznać, że dalej było znacznie lepiej. Z wyjątkiem irytująco naiwnej momentami bohaterki, powieść powoli mnie wciągała. Nie do przesady oczywiście, ale zaczęło mi sprawiać przyjemność poznawanie dalszego losu mieszkańców Poczekajki.
Zakończenie jednak mnie rozczarowało. Nie będę tu przytaczać co konkretnie, bo zdradzając finał historii, odebrałabym całą przyjemność tym, którzy zamierzają po książkę sięgnąć. Rozumiem oczywiście, że taki a nie inny koniec tej opowieści jest zapewne spowodowany kontynuacją, jednak oczekiwałam bardziej emocjonującego zamknięcia „Poczekajki”.

Jak widać mam mieszane uczucia w stosunku do tej powieści. Początkowo nie zamierzałam nawet pisać recenzji, bo czułam wyrzuty sumienia, że nie bardzo podoba mi się książka, którą kochają tłumy. Czy jednak powinien być to argument do wycofywania się, czy wręcz tchórzostwa? Każdy przecież ma prawo do własnych opinii. Zatem ja również. Zastanawiam się tylko czy nie zostanę zlinczowana. 
Dość już jednak tych osobistych dygresji.

Podsumowując, „Poczekajka”, moim zdaniem, to:

Książka o marzeniach – prostych i chyba odrobinę niedojrzałych; o tęsknotach, które zapewne dręczą niejedną kobietę; ale także, niestety, o niezmierzonej naiwności – trudnej do przyjęcia.

Książka o miłości „jak z bajki” – w zupełnie nie bajkowej scenerii (z małymi wyjątkami).

Książka dla bardzo młodych i dla tych, którzy, mimo całej niesprzyjającej prozaiczności otaczającego nas świata, w bajki wierzyć chcą i potrzebują. Książka dla wszystkich, którym naiwność nie przeszkadza ani w życiu, ani w literaturze.

niedziela, 15 stycznia 2012

Stosik nr 1/2012 - Tylko polskie autorki!

Tak się złożyło, że tym razem same panie, w dodatku Polki. 
Mój śliczny stosik prezentuje się następująco:

fot.  megii24

1. Iwona Małgorzata Żytkowiak - TONIA  NovaeRes, 2011 
(wygrana w konkursie na blogu Konkursy z Polskimi Autorami CPA)
2. Ewa Manasterska - ŻYCIE z BLONDYNKĄ  Zysk i S-ka, 2002  
 ("groszowy" zakup na Allegro)
3. Adrianna Ewa Stawska - ŚMIERĆ w KLASZTORZE  Otwarte, 2007 
 (upolowana w antykwariacie)
4. Małgorzata Gutowska-Adamczyk - WYSTARCZY, ŻE JESTEŚ  Nasza Księgarnia, 2009   (upolowana w antykwariacie)
5. Monika B. Janowska - GRA o PAŁAC  Zysk i S-ka, 2011 
(wygrana w konkursie u Ewy na blogu Książkówka)
6. Joanna Żebrowska - SHIT! ROK w BRUKOWCU  2011 
(wygrana w konkursie na blogu Lego ergo sum)

Poniżej szczegóły dwóch przesyłek:


Iwona Małgorzata Żytkowiak - TONIA 
(książka z dedykacją autorki)

for.  megii24

for.  megii24

for.  megii24


Monika B. Janowska - GRA o PAŁAC
(przesyłka od Ewy)

for.  megii24


Pięknie dziękuję za zorganizowanie konkursów, w których miałam przyjemność brać udział, a jeszcze bardziej za książki, które udało mi się wygrać.

sobota, 14 stycznia 2012

"Komórkowa" biżuteria - część pierwsza

Tym razem coś zupełnie innego... Zawieszki do komórek :)

Chyba niewiele jest "takiej" biżuterii... Pomyślałam więc o popróbowaniu swoich sił na tym, mało uczęszczanym, "poletku" :)

Jak mi to wyszło? Ta ocena nie należy już do mnie...


fot.  megii24
  
fot.  megii24
fot.  megii24
fot.  megii24
I to by było na tyle... Na dobry początek :)

niedziela, 8 stycznia 2012

Perełki na co dzień i od święta

fot.  megii24
Zasiadłam wczoraj "do roboty" i nadłubałam garść kolczyków z perełek (szklanych oczywiście).

Trochę dlatego, że ktoś mnie o to poprosił, trochę, bo komuś innemu chciałam zrobić miłą niespodziankę, a trochę, ponieważ ręce "rdzewieją" z lenistwa... ;)


A oto efekt (Zdjęcia niestety - tradycyjnie - kiepskie... ale może chociaż kolczyki sympatyczne?):


fot.  megii24

fot.  megii24

fot.  megii24
fot.  megii24
fot.  megii24
fot.  megii24
fot.  megii24
fot.  megii24
fot.  megii24
fot.  megii24








___________

Z ostatniej chwili: 100 komentarzy!!!


Otrzymałam dziś setny komentarz. A osobą, która mi go "podarowała" jest Tala Dziękuję! - Jeśli masz ochotę na kolczyki, które Ci się spodobały, to poproszę o adres do wysyłki, a będą Twoje! (Mój mail w zakładce: Kontakt)

piątek, 6 stycznia 2012

Anna Rozen - "Lekcja erotyki"

Anna Rozen
"LEKCJA  EROTYKI"
 
Tłumaczenie:   Ewa Zielińska

Wydawnictwo:   LIBROS
Rok wydania:   2002



Głównym tematem „Lekcji erotyki”, a właściwie jedynym, jest seks. W różnych konfiguracja, okolicznościach i z całą gamą partnerów, bardziej lub mniej udanych. Znajdą się tu również „nieskonsumowane” epizody.


Jak mówi sama zainteresowana:  
„Istnieje także rozkosz pożądania, które się nie spełnia”. [1]

Książka jak najbardziej dla dorosłych i to wyłącznie dla tych mniej wrażliwych. Nie jest co prawda „niesmaczna” czy wulgarna, jednak osoby o delikatniejszym usposobieniu lub głęboko zakorzenionej pruderii – nie powinny po nią sięgać. To oczywiście tylko rada.

„Lekcja erotyki” ma niejako formę pamiętnika. Nie znajdziemy tu jednak chronologii, żadnego porządku w opisywaniu zdarzeń. Wygląda to tak, jakby główna bohaterka, a zarazem narratorka, opowiadała dokładnie to, co w danym momencie się jej przypomniało. I dalej jest już tylko potok skojarzeń. Przechodzimy od jednej historyjki, do kolejnej, nie wiedząc często w jakim czasie jest ona umiejscowiona. Zresztą w książce tej odnaleźć można dużo więcej znaków zapytania niż klarowności czy szczegółowości. Nie poznajemy wszystkich okoliczności każdej z „przygód”, tylko to, co narratorce wydawało się istotne w konkretnym zdarzeniu, w danym momencie. Pełen subiektywizm. Czasem chciałoby się wiedzieć więcej o okolicznościach, w których doszło do „tego” czy „tamtego”, a czasem poznajemy zbyt wiele szczegółów, które wydać się mogą niepotrzebne, czy wręcz przytłaczające. Liczy się chwila, która może być zależna od poprzedniego wspomnienia, lub całkowicie oderwana od czegokolwiek.

Bohaterka, mimo całej szczerości, z jaką opowiada o swoich łóżkowych wędrówkach, jest osobą całkowicie anonimową. Nie znamy jej wieku, wykształcenia, nie wiemy czym się zajmuje, gdzie mieszka. Tajemnicą pozostaje nawet jej imię.
Jest tak anonimowa, że mogłaby być każdym i nikim. I chyba właśnie taki zamysł przyświecał autorce „Lekcji erotyki” – oswoić czytelnika z bezpruderyjnością bohaterki, z jej rozpasaniem i ryzykownymi decyzjami, a nawet z konsekwencjami jej działań (chociaż te ostatnie w przypadku bohaterki są akurat całkiem łagodne) nie pokazując jej „twarzy”. Tak by każdy czytający chociaż przez chwilę zastanowił się czy takie nieokiełznane emocje, często szczelnie ukryte pod maską ucywilizowanej codzienności, nie drzemią pod skórą każdego z nas. Może sąsiada? Męża? Żony? Przyjaciela? A może nawet nas samych? Pytaniem pozostaje tylko to, czy pozwolimy im ujrzeć światło dzienne… niekoniecznie z tak daleko posuniętą swobodą jak robi to bohaterka „Lekcji erotyki”. Czy chociaż w małym stopniu odważymy się swobodnie sięgać po to, co sprawia nam przyjemność? Bez wstydu czy zażenowania? Ze świadomością, że potrzeby ciała są równie ważne jak inne, że wypieranie się ich nie sprawi, że znikną.

Książka jest oczywiście również o poszukiwaniu przyjemności. O dążeniu do spełnienia. Nie każda bowiem z opisanych „przygód” kończy się sukcesem czy choćby satysfakcją. Opowieści te służą jednak wyciąganiu wniosków i stawianiu lub oblaniu teorii.
Bohaterka nie zatrzymuje się jednak, nie analizuje zbyt szczegółowo, nie rozkłada na czynniki pierwsze, nie próbuje niczego poprawić, ulepszyć, tylko zmierza dalej. Wciąż poszukuje. Postępuje niejako zgodnie z zasadą „Najważniejsze jest by gonić króliczka…” – chociaż to akurat pozostaje w sferze domysłów czytelnika.

O czym więc tak naprawdę jest „Lekcja erotyki”? Nadal podtrzymuję opinię, że o seksie. Czy jednak to pojedyncze słowo może oddać wszystko? Nie jestem przekonana. 

Książka na pewno kontrowersyjna. Jednym się spodoba, inni zapewne odrzucą ją w kąt, nie znajdując w niej nic specjalnego, a jeszcze inni mogą poczuć się dotknięci bezpruderyjnością i otwartością w opisaniu tego, co dla wielu osób jest rzeczą intymną i prywatną. Znajdą się zapewne też tacy, którzy dostrzegą tylko niemoralność i rozpasanie.

Co o niej sądzę ja? No cóż… Trudno powiedzieć. Osobiście nie zawadza mi erotyka w niemal żadnym wydaniu, więc ten „problem” odpada w tzw. przedbiegach. Czy jestem zachwycona? Chyba nie. Rozczarowana? Też nie do końca. Mam mieszane uczucia.

Na pewno na uwagę zasługuje bogactwo słownictwa, czy wręcz słowotwórstwo autorki. Ja nazwałabym to ekwilibrystyką słowną. Nadaje ona, moim zdaniem, tym krótkim, pełnym niedopowiedzeń, wybiórczym opowiastkom interesujący klimat.
Podczas lektury odpowiadała mi także właśnie skrótowość, umowność „fabuły”, jeśli o takiej można w ogóle mówić w kontekście „Lekcji erotyki”. Jest to na pewno książka intrygująca, skłaniająca do chociaż odrobiny zastanowienia, inna. Może nawet dziwna, ale „dziwna” nie oznacza przecież „zła”.

Mam więc problem z polecenie tej pozycji. Powiem inaczej… Tak jak „Lekcja erotyki” nie daje żadnych gotowych odpowiedzi czy wskazówek, tak też ja nie powiem czy warto, czy nie warto. Zadecydujcie sami – na własną odpowiedzialność!

_____
[1] Anna Rozen „Lekcja erotyki”, s.21

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Małgorzata Yildirim - "Włoskie sekrety"

Małgorzata Yildirim
"WŁOSKIE  SEKRETY"
 
Wydawnictwo:   Prószyński i S-ka
Rok wydania:   2011 



Ekscytująca podróż do Włoch,
pełna ciepła i tętniąca życiem,
niepozbawiona tajemnic, 
sekretów i niespodzianek.

Tak w kilku słowach scharakteryzowałabym „Włoskie sekrety” Małgorzaty Yildirim, gdyby zmuszono mnie do maksymalnej oszczędności w wyrażeniu swojej opinii. Ja jednak nie muszę się ograniczać do jednego zdania. I całe szczęście, bo o tej niezwykłej książce można, a nawet trzeba, powiedzieć o wiele więcej!

Młoda amerykanka, Miranda, nadal, choć może nie do końca świadomie, poszukująca swojego miejsca w życiu, otrzymuje nieoczekiwany spadek. Spory zastrzyk gotówki. A także… dom we Włoszech – czyż można wyobrazić sobie coś bardziej romantycznego? Zapewne nie… gdyby nie okoliczności.
Tragiczna śmierć ukochanej ciotki Agnes, nie tylko krewnej, ale przede wszystkim przyjaciółki, wpędza główną bohaterkę nieomal w depresję. Lekarstwem na ten stan staje się właśnie spadek, chociaż początkowo jest on powodem nieporozumień ze starszą siostrą, ostatecznie okazuje się balsamem łagodzącym złamane serce Mirandy po stracie najbliższej osoby.
Tak właśnie zaczyna się fascynująca podróż bohaterki, nie tylko geograficzna, ale także, a może przede wszystkim, wyprawa w poszukiwaniu własnego miejsca, własnej tożsamości.
Poszukiwanie prawdy, dotyczącej tajemnic zmarłej tragicznie Agnes, staje się pretekstem, a właściwie przyczyną, odkryć, które na zawsze odmienią życie Mirandy!

Historia pełna jest emocji. Smutnych i nostalgicznych. Ciepłych i poruszających. Obfituje w zdarzenia codzienne, ale też zaskakujące, zarówno pozytywne, jak i te „odrobinę” mniej pożądane. Dla mnie to jednak przede wszystkim kalejdoskop uczuć, różnych ich odcieni. I niech nikogo nie zwiedzie niemal sensacyjna fabuła, a właściwie towarzysząca bohaterce atmosfera zagrożenia, bo chociaż jest elementem istotnym, moim zdaniem schodzi na dalszy plan w zestawieniu z poetyką powieści. Myślę, że najważniejsze jest „podróżowanie”, zarówno po pięknym włoskim Sorrento, jak również po nieznanych rejonach własnej duszy, za sprawą pełnej sprzeczności Mirandy, z którą bardzo łatwo można się zidentyfikować. 

Powieść magiczna, w której niemal każdy znajdzie coś dla siebie. A jest z czego wybierać. Od bardzo trafnych, niepozbawionych piękna opisów, poprzez fascynujące spotkania z ludźmi, codzienne radości i smutki, całkiem nowe spojrzenie na otaczający świat, romantyczne uniesienia, aż po ekscytującą przygodę życia, namiętność i niebezpieczeństwo.

„Włoskie sekrety” to debiut Małgorzaty Yildirim, ale czy koniecznie trzeba wspominać, że to pierwsza powieść w dorobku tej pisarki? Piszę pierwsza, bo mam wielką nadzieję na kolejne, to chyba oczywiste! Jeśli więc wspomnimy o dopiero co rozpoczętej karierze literackiej tej pani, by jeszcze bardziej podnieść wartość tej pozycji, podkreślić jej wyjątkowość – to oczywiście nie mam zastrzeżeń! Jeśli jednak ktoś chciałby sugerować, że jest dobra jak na debiut, to absolutnie się nie zgadzam! „Włoskie sekrety” to po prostu bardzo dobra powieść, bez żadnego „ale…” czy „jak na…”.

Na uwagę zasługuje prezentowana przez autorkę niezaprzeczalna znajomość włoskich realiów, nie tylko historii, potraw czy zabytków, ale także sposobu życia i myślenia południowców. Te szczegóły dodają historii specyficznego klimatu. Niekłamaną przyjemność sprawia przyglądanie się stopniowemu procesowi wtapiania się bohaterki w zupełnie nowe środowisko, przejmowania przez nią odmiennego systemu wartości i spojrzenia na świat, obserwowanie jej wewnętrznej przemiany.

Bardzo ważnym elementem, uważam że wręcz decydującym w dobrym odbiorze powieści, jest język. Lekkość pióra Małgorzaty Yildirim sprawia, że czytającemu obrazy same przesuwają się przed oczami. Jest to niemal tak, jakby przez te kilka godzin poświęconych na lekturę, mieszkało się w słonecznym Sorrento, tuż obok, po sąsiedzku.

Na zakończenie dodam, że, po przeczytaniu tej niezwykłej książki, pozostałam ukołysana ciepłem i miłością, emanującymi z jej kart. I chociaż tylko „na chwilę” zajrzałam do świata Mirandy, stworzonego przez autorkę, czuję się dzięki temu pełna życia i nadziei!

Gorąco polecam „Włoskie sekrety” wszystkim, szukającym w literaturze smaków i zapachów. I emocji, również tych, które są tak codzienne i oczywiste, a przez to najprawdziwsze, że stają się niemal namacalne. Każdy może ich dotknąć…
Ja dotknęłam!
Zapraszam więc do lektury „Włoskich sekretów”. Naprawdę warto je poznać!