Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zbiór opowiadań. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zbiór opowiadań. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 lutego 2012

Katarzyna Grochola - "Podanie o miłość"

Katarzyna Grochola
"PODANIE o MIŁOŚĆ"
 



Takiej Grocholi nie znałam. Nostalgicznej, refleksyjnej, natchnionej, pochylonej nad człowiekiem z wszystkimi jego wadami i ułomnościami. Często nad tym najmniejszym, na pierwszy rzut oka nie wyróżniającym się z tłumu. Nad człowiekiem z całym jego bagażem codzienności, ciężarem, który przecież zna każdy z nas, ale może nie zawsze zauważa i nie zawsze docenia znaczenie tych „walizek” i „pakunków”. Pochylonej z wielką delikatnością, ale też niesamowitą przenikliwością, z całą miłością, którą czuje do swoich bohaterów. Którą także my, czytelnicy, możemy poczuć w każdym słowie, linijce tekstu, akapicie - w każdej nucie, która brzmi gdzieś na obrzeżach świadomości. 

Takiej Grocholi nie znałam. Nie spodziewałam się też taką odnaleźć. Poważną, ale nie skostniałą czy zasadniczą. Subtelną, ale nie stroniącą od nazywania rzeczy po imieniu. Wyszukującą najdrobniejsze, najmniej zauważalne szczegóły i z nich właśnie tworzącą przejmujące historie. Opowieści splecione z drobiazgów, z kawałeczków dni, godzin i minut. Z fragmentów naszego losu.

Opowiadania zawarte w zbiorze „Podanie o miłość” to w większości bardzo krótkie, kilkustronicowe utwory. I chociaż pokazują malutkie wycinki życia - są niemal jak miniaturowe życiorysy. Tak wiele można zawrzeć na kilku kartkach. Opowiadania te, choć nie zawsze jest to jednoznaczne, są oczywiście o miłości - o jej braku, poszukiwaniu, przemijaniu, stracie. O różnych twarzach uczucia, które często, niedostrzegalne, jest tuż obok, na wyciągnięcie ręki. Autorka pokazuje nam, jak łatwo można ją zabić, stracić, zawieść, przegapić, nie zauważyć tego najcenniejszego daru. Ona dostrzega miłość wszędzie. W każdej minucie, oddechu, geście. Pokazuje nam różne jej oblicza. Pomaga nam dostrzec ją tam, gdzie nigdy byśmy jej nie szukali. 

Są w „Podaniu o miłość” większe i mniejsze dramaty. Są też całkiem codzienne rozterki. Są historie banalne, opowiedziane w całkowicie niebanalny sposób. Jest drobiazgowość z jaką autorka opisuje nam najbardziej prozaiczne sytuacje i jest to, co najważniejsze - wyłaniające się zza tej fasady obnażone serce. Jest w tych opowiadaniach samo życie - nie zawsze piękne, nie zawsze zrozumiałe i na pewno nie idealne. Życie tak prawdziwe, że aż trudno nam w nie uwierzyć. 

Pewien dysonans wprowadza dopiero przedostatnie opowiadanie zatytułowane „Miłość i morderstwo”. Jest ono jakby z innej bajki. Przedstawia odmienną rzeczywistość, a może tylko odmienną wrażliwość. Zakłóca niejako porządek rzeczy. Nie wiem czy był to przemyślany zabieg autorki, by przełamać idealne dopasowanie elementów „Podania o miłość”, czy po prostu tak wyszło. Wiem jednak, że ta historia, według mnie, nie pasuje do pozostałych. Ma po prostu inny klimat.

Na szczęście w ostatnim, obejmującym objętością niemal połowę książki, opowiadaniu „Pozwól mi odejść”, wracamy do estetyki i tematyki, która tak bardzo mnie ujęła w tym zbiorze. Tu jesteśmy z powrotem w tej samej, znajomej codzienności, spod której wyłania się właściwy sens tych prostych, życiowych historii. A historia finałowa, zamknięta tym razem na kilkudziesięciu stronach, mimo iż tak samo jak w tych najkrótszych opowiadaniach zlepiona z małych elementów, ze skrawków rozmów, chwil, epizodów - jest jednocześnie czymś więcej. Kwintesencją, podsumowaniem, zamknięciem, przysłowiową kropka nad „i” lub inaczej mówiąc - wisienką na torcie.

Takiej Grocholi na pewno nie znałam. Z radością naprawiłam swój błąd. Jednak to nie radość jest dominującym uczuciem, które pozostawia po sobie lektura tych opowiadań. Czytałam je z  zadumą, smutkiem, a nawet z łezką w oku. Potrafią wywołać w człowieku prawdziwą burzę, a potem przynieść oczyszczający deszcz i wszechogarniający spokój, a czasem żal lub tęsknotę. Są proste jak samo życie i tak jak życie - skomplikowane.

Jeśli Wy też takiej Grocholi nie znacie - koniecznie przeczytajcie „Podanie o miłość”. 
 ___________________________
Wydawnictwo:   LIBROS

Rok wydania:   2002
 

czwartek, 10 listopada 2011

"W łóżku z..." [zbiór opowiadań]

"W łóżku z..."
(In Bed With)
[zbiór opowiadań] 

Rok wydania: 2010
Tłumaczenie: Jan Kraśko 
Wydawnictwo: Świat Książki


„Na co czekasz? Wskakuj do łóżka z… książką. Satysfakcja gwarantowana” – tak oto nęci i zachęca wydawca.

Skuszona, nie powiem, opisem, sięgnęłam po „W łóżku z…” i chociaż nie wskoczyłam do niego, a raczej z pewną dozą nieśmiałości powoli się położyłam, to i tak poczułam raczej rozczarowanie i znużenie, niż zapowiadane ekscytujące wrażenia. Najprościej mogłabym powiedzieć, że skorzystałam z propozycji, lecz zamiast gwarantowanej satysfakcji z „bezwstydnie szczerych erotycznych opowiadań znanych pisarek”, zwyczajnie zasnęłam, bo było to o niebo bardziej kuszące, niż lektura tej książki, przynajmniej dla mnie.

A czym właściwie jest „W łóżku z…”? To zbiór dwudziestu króciutkich, kilkunastostronicowych, opowiadań, mniej lub bardziej erotycznych. A erotyzm tych nowelek? No cóż… Jedne są po prostu opowiastkami dotyczącymi życia seksualnego, delikatnie trącającymi temat, inne to historie bardziej dosadne, momentami nawet wulgarne.

Trudno więc ocenić „W łóżku z…” jako całość. Ocena taka byłaby zwyczajnie niesprawiedliwa. Nie można bowiem wszystkich opowiadań zawartych w tym opracowaniu wrzucić do przysłowiowego jednego worka.
Osobiście muszę przyznać, że w literaturze, szczególnie zaś we wszelkiego rodzaju romansach,  dosadne słownictwo czy opisy praktyk seksualnych nie są dla mnie z gruntu odpychające czy niesmaczne. Uważam jednak, że nie każda opowieść wymaga akurat takich środków wyrazu. Wszystko chyba zależy od języka jakim posługuje się autor i od rodzaju opisywanej historii.

Czy jednak w przypadku opowiadań można przykładać taką samą miarkę? Będę obstawać przy swoim zdaniu. Tak, uważam, że w przypadku krótkich form obowiązuje taka sama zasada.

I chyba właśnie dlatego większa część „W łóżku z…” zupełnie mi nie odpowiadała. Bo czyż może dziwić ten fakt? Jeśli autorka konkretnego opowiadania nie przekonała mnie rysując fabułę, a raczej zaledwie ją nakreślając, lub przedstawiając bohaterów, a za to skupiła się na szczegółach łóżkowych eksperymentów, to czy jakikolwiek czytelnik, nawet wielbiciel erotyki, będzie zadowolony? Wątpię. Każda bowiem opowieść, nawet najkrótsza, powinna być wyważona, zachowywać pewną równowagę, jej elementy muszą do siebie pasować, tworzyć swoistą całość. I właśnie ten brak równowagi przeszkadzał mi najbardziej, bo „W łóżku z…” miało być zbiorem opowiadań erotycznych, i chyba nie powinny wśród nich znaleźć się takie, które można określić tylko i wyłącznie mianem prawie pornograficznych.

Będąc jednak całkowicie szczera nie mogę powiedzieć, że jest to pozycja z gruntu zła. Przede wszystkim poziom opowiadań jest zróżnicowany. Zarówno jeśli chodzi o treść, jak i o warsztat autorek. Są tu historie gorsze, ale znaleźć można także i lepsze, nie rewelacyjne, ale takie, które czyta się lekko i całkiem przyjemnie. Decyzję więc pozostawiam czytelnikom. Czy odważycie się sięgnąć po tę książkę?